web analytics

Stwierdziłam, że może czas wybrać się do opery. A nawet jeśli nie wybrać, to zobaczyć, co w tej Polsce grają. Najpierw jednak trzeba kupić bilety.

Na początek Opera Śląska. Już w grudniu myślałam, żeby kupić bilety na Cyganerię pod koniec stycznia, ale już ich nie było. Zerknęłam jednak jeszcze raz, może były jakieś zwroty. Niestety nic. Hm, to może Traviata? Też nic już nie ma, poza miejscami stojącymi. Podobnie z Nabucco, które ma być grane 19 lutego. Biletów zero.

Nie lepiej wygląda sytuacja z Operą Krakowską. Bilety są dostępne na spektakle dopiero za dwa miesiące, a to tylko dlatego, że dopiero zaczęła się na nie rezerwacja. Chętnych jest cała masa.

To może Teatr Wielki w Poznaniu? Niestety, wolnych miejsc nie udało mi się sprawdzić, bo system wymaga od razu rejestracji. Już miałam to zrobić, ale najpierw zerknęłam na repertuar. I się załamałam. Na tyle się załamałam, że odechciało mi się dalszego przeglądania tej strony. Otóż, Skrzypek na dachu został wrzucony do kategorii opera. Nie, to nie jest opera, proszę państwa. Nie mam nic przeciwko wystawianiu musicali w operach, ale nie mylmy terminów.

Terminologię myli również Opera Wrocławska. Tam Skrzypek na dachu również leży w kategorii opera. Z biletami jest tutaj trochę lepiej, bo bez problemu mogę kupić dobre miejsca na Traviatę 5 lutego. Hm, być może to wina tego operowego Skrzypka, że bilety trochę nie schodzą.

Opera i Filharmonia Podlaska w najbliższym repertuarze nie ma żadnych oper, ale sprawdzam z ciekawości Zemstę nietoperza. Zostały tylko miejsca na balkonach i to raczej te złe.

Na Halkę w Teatrze Wielkim w Łodzi zostało jeszcze trochę miejsc, nawet na dzisiejszy spektakl. Biletów na Carmen 25 lutego już jednak nie ma.

Ciekawie natomiast wygląda sytuacja z Operą Narodową. Na Nabucco biletów już nie ma. Są jednak na Normę, która jest grana dzień później. Na Wilhelma Tella jest ich już bardzo dużo. Ciężko jednak to ocenić, bo podejrzewam, że dla wielu osób cena biletu może być zaporowa. Wybierając się do Opery Narodowej, wydasz na spektakl tyle, ile na West Endzie czy Broadwayu. Żadna inna opera w Polsce nie ma takich stawek. Owszem, są spektakl droższe i tańsze, ale ogólnie tanio nie jest.

Opera Nova w Bydgoszczy i Opera Bałtycka mają w miarę dostępne bilety. Patrząc jednak na to, jak wygląda sytuacja w innych miastach, to jest to przynajmniej lekko zastanawiające.

Sporo się teraz mówi o tym, że Polacy nie chodzą do teatru, a do opery to już w ogóle. Sprzedaż biletów na spektakle pokazuje jednak coś innego. Gdyby faktycznie był w tym kraju problem, to teatry świeciłyby pustkami, a większość z nich pewnie już dawno zostałaby zamknięta.

Czy jednak w Polsce jest zainteresowaniem operą? Owszem, jest, ale tylko jeśli mówimy o operze w kategorii miejsca. Polacy są zainteresowani byciem w budynku operowym, natomiast samym spektaklem już nie. Nie zastanowią się, na co poszli, czy to jest dobre, jaki jest tego poziom. Liczy się tylko być.