web analytics

Zdaję sobie sprawę z tego, że musical w Polsce jeszcze nie stoi na wysokim poziomie i daleko nam np. do naszych zachodnich sąsiadów. Nie usprawiedliwia to jednak tych wszystkich bzdur i błędów, jakie bardzo często pojawiają się w różnych miejscach.

Najbardziej mnie chyba trafia, jak widzę albo słyszę, że w musicalu są arie. Nie, w musicalu nie ma arii, są songi. Nawet Think of Me z The Phantom of the Opera nie jest arią, a songiem, chociaż w libretcie jest jasno napisane, że to aria z trzeciego aktu fikcyjnej opery. Zresztą tutaj jest pewnie niespodzianką dla niektórych, że Upiór Opery nie jest operą, chociaż ma ją w tytule. Ano, nie jest. Chociaż jest jednym z tych musicali, które bardzo blisko opery stoją. Spotkałam się też z opinią, że Les Misérables to opera, bo nie ma tam ani jednego słowa mówionego. Ech.

A jaki musical jest najdłużej grany na Broadwayu? Ostatnio w pewnym artykule przeczytałam, że jest to Wicked, natomiast autorzy Słownika wiedzy o teatrze (co najlepsze, książka jest przeznaczona do użytku szkolnego) uważają, że jest to Skrzypek na dachu, a na West Endzie Oliver. Prawdą jest natomiast, że na liście najdłużej granych musicali na Broadwayu Wicked zajmuje jedenaste miejsce (grany od 2003), a Skrzypek szesnaste (grany przez 8 lat). Natomiast na pierwszym jest Phantom of the Opera, który za kilkanaście dni będzie obchodził 27-lecie. Jeśli chodzi o West End, to tam na szczycie listy jest Les Misérables (premiera w 1985).

Jeśli ktoś tego nie wiedział, to wygooglowanie tego trwało chwilę, więc nie rozumiem w czym problem i dlaczego niektórzy nie mogą zrobić researchu, zanim zabiorą się za pisanie. Hm, może research serio gryzie?

Ciekawie jest też u nas z techniką wykonywania musicalu. Nie mówię teraz o osobach, które w musicalach występują (chociaż to też byłby ciekawy temat), ale o ludziach, którzy śpiewu uczą, więc jakąś wiedzę mieć powinni. Mianowicie, kilka razy już spotkałam się z opinią, że musical należy śpiewać tak jak… operę, czyli klasycznie. Spróbujcie sobie teraz wyobrazić np. Once śpiewane w taki sposób. Boli, nie?

Zresztą nie tyczy się to tylko sposobu śpiewania, ale też np. gry aktorskiej. Mało kto zdaje sobie sprawę z tego, że aktorstwo musicalowe jest inne od tego operowego. Dla tych ludzi musical = opera, bo przecież i tu, i tu śpiewają, jest jakaś fabuła, etc. Często mam też wrażenie, że ci ludzie nie znają musicali, które powstały po 1970. No, może za wyjątkiem Kotów, bo Memory jest wszędzie aż do porzygu.

A na koniec hit. Gdy pierwszy raz to zobaczyłam, to nie wiedziałam, czy się śmiać, czy płakać, po prostu mnie zatkało. Nawet solidny headdesk nie wystarczył.

Zrzut ekranu 2014-10-29 o 18.07.51
Już wyszliście z szoku? To teraz dwa słowa ode mnie.

Nie będę za bardzo rzucać się tutaj o to, że napisano Upiór w operze, bo pomimo tego, że jest to tłumaczenie błędne, jest ono niestety za bardzo zakorzenione w naszym języku. Podobnie z A. L. Webber – literka L nie jest tutaj imieniem, a częścią nazwiska, więc poprawnie jest A. Lloyd Webber, bo inna forma jest tak samo poprawna jak M. P. Jasnorzewska. O ariach w musicalach napisałam już na samym początku, więc nie będę się powtarzać. Cristin… cóż, imię postaci brzmi Christine, jeśli ktoś chciał to spolszczyć (chociaż po co?), to raczej powinien napisać Krystin, bo Cristin jest jakimś dziwnym tworem.

Ale, ale…

Niech mi ktoś wyjaśni, co to, do cholery, jest musichall?! WTF?!

Owszem, wiem, że było coś takiego jak music hall (pisownia rozłączna), ale to było coś innego niż musical, więc jeśli ktoś tak napisał, bo sobie pomylił jedno z drugim to… to też mi opadły ręce.