web analytics
Zaznacz stronę

Zastanawialiście się kiedyś, co by było, gdyby w jakiejś fikcyjnej historii wszystko potoczyło się inaczej? Jesteście ciekawi, co wydarzyło się wcześniej albo jak mógłby wyglądać sequel? Interesuje was bardziej jakaś postać? A może chcielibyście się przekonać, jak mogłoby wyglądać wydarzenie, które zostało tylko wspomniane w fabule?

Odpowiedzią na to wszystko są fanfiki.

Podejrzewam, że większość z was wie, co to są fanfiki, ale czasami jeszcze trafiam na osoby, które tego nie wiedzą, więc może najpierw wytłumaczę.

Twórczość fanfiction to nic innego jak twórczość stworzona przez fanów jakiegoś dzieła. Wszystko, co nie wyszło spod ręki oryginalnego autora, jest fanfikiem, pomijając retelling, który jest zazwyczaj adaptacją. Chyba że w pewnym momencie fabuła potoczy się inaczej, to wtedy mamy do czynienia z fanfikiem, który jest alternatywą. Fanfiki to zazwyczaj opowiadania, ale zdarza się, że są to również filmy (Córka Draculi), seriale (Once Upon A Time), musicale (Love Never Dies) czy opery (Pomsta Jontkowa). Niektóre takie opowiadania zostają legalnie wydane, ale tyczy się to tylko fandomów, do których wygasły prawa autorskie (bądź zostały w inny sposób uregulowane prawnie). Czasami fanfiki mogą dotyczyć realnych zdarzeń bądź postaci, nazywa się to RPF (Real Person Fiction). Przykładem takiego tekstu jest Wesele Wyspiańskiego. Teksty RPF to jednak śliski temat, idealny na osobny wpis, więc już się zamykam.

Pamiętam dobrze, co czułam, gdy przeczytałam ostatnią stronę ostatniego Harry’ego Pottera. To była ogromna pustka. Wiedziałam, że przeczytałam już wszystko, że nie będzie już nic więcej, że nie mam już na co czekać. Co prawda zawsze mogłam zacząć lekturę od nowa, ale ile razy można czytać to samo? Ruszyło mnie to wtedy na tyle, że prawie się załamałam. Na szczęście odkryłam wtedy fanfiki i to mnie uratowało.

Myślę, że ilość przeczytanych przeze mnie fików, głównie do fandomu Harry’ego Pottera, mogę liczyć w tysiącach stron. Czytałam parodie, angsty (czyli takie smutne teksty), obyczajówki, romanse, alternatywy… wszystko, co możliwe. Co najlepsze, większość z nich przeczytałam na niewielkim ekranie mojej starej Nokii N80 – nie było wtedy jeszcze czytników e-booków ani tabletów, na komputerze stacjonarnym czytało się niewygodnie, a drukować tego wszystkiego nie zamierzałam.

Oczywiście napisałam też parę fanfików, prawie wszystkie do Harry’ego Pottera, kilku z nich nigdy nie opublikowałam i nie zamierzam tego robić. Jakiś czas temu odkryłam, że tłumaczenie tekstów to bardzo fajne zajęcie, i od tej pory zamiast pisać coś własnego, wolę tłumaczyć dobre fiki z angielskiego.

Ale co jest właściwie takiego fajnego w fanfikach, poza tym, że wypełniają pustkę?

Pomagają spojrzeć na daną historię z innej strony. Czasami ktoś napisze fika, w którym pokaże wszystko z perspektywy innego bohatera albo rozwinie wątek postaci drugo- czy nawet piętnastoplanowej. Można sprawdzić, jak dana postać zachowałyby się w danej sytuacji, pokazać swoją wizję, swój na pomysł na to, co by było, gdyby… Możliwości jest nieskończenie wiele. Jedynym ograniczeniem jest wyobraźnia.

Kolejna rzecz to fakt, że fanfiki są świetne, jeśli chodzi o ćwiczenie warsztatu. Mamy postaci, mamy świat, mamy też już jakąś fabułę, wystarczy dodać coś własnego i można pisać. W przypadku tekstów własnych, gdzie musimy wymyślić wszystko od zera, już tak łatwo nie jest. Poza tym jeśli chodzi o fanfiki, to czasami tylko wystarczy usiąść do pisania, bo pewne pomysły same przychodzą do głowy albo pojawią się w trakcie rozmów z innymi fanami. Osobiście znam co najmniej kilka osób, które zaczynały od pisania fików, a potem wydały własną książkę.

Nienawidzę tylko jednej rzeczy. Traktowania fanfików jako gorszej twórczości. Owszem, w internecie jest pełno słabych opowiadań z masą błędów, najczęściej pisanych przez nastolatki, ale w tym samym internecie jest sporo tekstów na naprawdę bardzo wysokim poziomie. Czasami aż szkoda, że nie można ich wydać, a odfanfikowanie nie zawsze się sprawdza.  Bywa też tak, że autorzy fanfików poradzili sobie z pewnymi motywami lepiej niż oryginalny autor. Ba, zdarza się, że fiki do danego fandomu są lepsze od oryginału (np. fiki do Zmierzchu). Do niektórych fandomów łatwiej jest napisać coś dobrego, chodzi głównie o dzieła, które mają własny, dość rozbudowany świat (Harry PotterStar Wars). Są też fandomy, do których pisze się strasznie ciężko – np. trafić na dobry tekst do Upiora Opery to niemal cud.

Każdy z nas jest w jakiś sposób twórcą fanfików, nawet jeśli nigdy czegoś takiego nie napisał. Nie wierzę, że nigdy nie zastanawialiście się bardziej nad fikcyjnymi historiami, nie próbowaliście sobie wyobrazić, jak wasza ulubiona postać zachowałaby się w danej sytuacji. To sprawiło, że stworzyliście jakiś fanfik, nawet jeśli było to tylko w waszej głowie.

Moja przygoda z fanfikami trwa już osiem długich lat i nie zapowiada się na to, żeby miała się skończyć. Jeśli jeszcze nie rozpoczęliście swojej, to bardzo was do tego namawiam, bo po prostu… warto.