web analytics
Zaznacz stronę

2 sierpnia to dla mnie data szczególna. Dokładnie 11 lat temu stało się coś niepozornego. A jak to zawsze z tego typu sytuacjami bywa, coś niepozornego okazało się być Czymś Bardzo Ważnym.

11 lat temu zarejestrowałam się na forum wydawnictwa Media Rodzina, zwanego przez jego użytkowników eMeRką. Jak wiadomo, Media Rodzina to wydawnictwo, które wydało w Polsce Harry’ego Pottera i to właśnie z powodu tej książki się tam znalazłam.

Pamiętam jak przez mgłę okolice 2000 roku, kiedy w telewizji mówiono o jakiejś książce dla młodzieży. Coś tam, że jest bardzo popularna i że są premiery o północy w ksiągarniach i ludzie stoją w kolejkach, żeby od razu kupić i zacząć czytać. Jakoś niezbyt mnie to wtedy zainteresowało, być może dlatego, że byłam jeszcze za mała, a być może dlatego, że po prostu nie miałam wtedy okazji się w to wgłębić.

Zmieniło się to rok później w Boże Narodzenie. Dostałam pod choinkę cztery pierwsze tomy Harry’ego Pottera. Z prezentu się ucieszyłam (od zawsze lubiłam książki) i… odstawiłam go na półkę. Nie potrafię teraz powiedzieć, dlaczego nie zaczęłam od razu czytać. Być może miałam wtedy inne zainteresowania, nie wiem. Na szczęście niedługo potem były ferie zimowe, podczas których trochę mi się nudziło, więc zabrałam się do lektury.

I tak czytałam i czytałam… aż przeczytałam wszystkie cztery części. A potem znowu wróciłam do pierwszego tomu, żeby jeszcze raz wszystko przeczytać. I tak kilka razy pod rząd. Pamiętam do dzisiaj, jak w pewnym momencie zaczęłam wręcz się bać czytać po raz kolejny Harry’ego Pottera, że rodzice mnie okrzyczą, że w kółko czytam to samo, a jest tyle innych książek. Ale ufff, na szczęście nigdy mnie to nie spotkało.

Tak się złożyło, że niedługo po tym, jak przeczytałam książki, miała miejsce premiera pierwszego filmu. Poszliśmy na niego z całą szkołą. To było moje pierwsze w życiu rozczarowanie, jeśli chodzi o adaptację książki. Wiele rzeczy zostało pominiętych, inne zostały zmienione, postaci i miejsca wyglądały inaczej niż sobie wyobrażałam… Krótko mówiąc, nie za bardzo mi się wtedy spodobał ten film. Ale ja po prostu nie wiedziałam wtedy jeszcze, czym dokładnie jest adaptacja książki (a na marginesie dodam, że obecnie pierwszy film należy do moich ulubionych z serii).

Potem były kolejne filmy i kolejne książki. Gdy tylko w księgarniach pojawiała się nowa część, to od razu ją kupowałam i czytałam (niestety nie miałam okazji nigdy wziąć udziału w premierze o północy, bo u mnie w mieście nie organizowano nic takiego). Jednak na tym się kończyło. Czytałam nową książkę, potem czytałam jeszcze raz wszystkie obecnie dostępne tomy i tyle. Czasami zajrzałam jeszcze do internetu, żeby zobaczyć, co piszą ludzie, ale też jakoś szczególnie nie szukałam żadnych informacji.

Wszystko się zmieniło w momencie premiery ostatniego tomu. I to w dodatku anglojęzycznej! Strasznie się wtedy zainteresowałam tym, jak kończy się cała seria. To był lipiec, a polska premiera miała być dopiero w styczniu, to było aż pół roku! Niestety mój angielski nie pozwalał mi wtedy na przeczytanie oryginału, ale od czego jest Armia Świstaka i jej własne tłumaczenie? W taki właśnie sposób przeczytałam Deathly Hallows dosłownie parę dni po angielskiej premierze.

I poczułam pustkę.

Dotarło do mnie wtedy, że ta historia już się skończyła, że nie będzie już dalszego ciągu, że Rowling już nic więcej nie napisze. I wtedy z pomocą przyszedł mi internet. Forum wydawnictwa Media Rodzina znałam już wcześniej, bo przy okazji poprzednich premier je podczytywałam, ale nigdy nie odważyłam się zarejestrować, a już tym bardziej wypowiadać! 2 sierpnia 2007 było jednak inaczej. Założyłam konto i od razu zaczęłam pisać posty. Było to pierwsze forum, na którym zaczęłam się udzielać.

Bardzo szybko się tam zadomowiłam. Na temat eMeRki mogłabym napisać nie tylko jeden osobny wpis, ale wiele, wiele wpisów. Jest to temat na zupełnie osobnego bloga. Na tym forum po raz pierwszy nawiązałam znajomości z osobami, które znalałam tylko przez internet (a pamiętajmy, że to było przed epoką mediów społecznościowych, więc podawanie swojego nazwiska w internecie uchodziło za rzadkość). To dzięki temu forum pojechałam na pierwsze zloty. I to właśnie dzięki eMeRce odkryłam, że potrafię pisać i wychodzi mi to całkiem nieźle.

Dwa miesiące później, 4 października, zarejestrowałam się na forum Mirriel. I to już była dla mnie trumna, jeśli chodzi o fanfiction, które oczywiście znałam już z eMeRki, jednak zasoby Mirriel były o wiele, wiele większe. To właśnie tam znalazłam wszelkiego rodzaju klasyki, które trzeba było przeczytać. Mirriel od zawsze było miejscem, na którym liczył się przede wszystkim poziom, więc nie musiałam się obawiać, że trafię na coś złego. Więc siedziałam i czytałam. A konkretniej mówiąc, kopiowałam sobie fanfiki do Worda (ułatwieniem było to, że część z nich można już było pobrać w takiej formie), a potem przesyłałam na moją Nokię N80 i czytałam. Teraz, gdy telefony są już inne, dziwię się, że tym nie rzuciłam. Moja Nokia miała ekran wielkości 2,4 cala, który wyświetlał (gdy otworzyło się plik .doc) jakieś 8 linijek tekstu. W dzisiejszym świecie czytników ebooków brzmi to wyjątkowo śmiesznie.

Czytałam i czytałam te fanfiki, aż w końcu stwierdziłam, że może ja też spróbuję coś napisać. Wzięłam się nawet za pisanie dłuższego tekstu, wieloodcinkowego (do dzisiaj uważam, że pomysł miałam naprawdę świetny), ale zgubiło mnie tam to, że chciałam, żeby ten tekst był idealny, a to spowodowało, że tak naprawdę był sztuczny i nie pisało mi się go lekko i przyjemnie. Napisałam też kilka miniaturek, ale nie były to ilości hurtowe. Najbardziej jednak jestem dumna z tekstu, który pisaliśmy wspólnie na eMeRce. To był właśnie ten rodzaj tekstu, który lubiłam pisać, bo sprawiało mi to radość. Wiedziałam, że czyta to mniejsze grono osób, więc nie muszę jakoś bardzo dbać o styl. I wiecie co? To właśnie sprawiło, że ten tekst jest naprawdę dobry (stylistycznie też). Bo jest prawdziwy. Bez silenia się na kwieciste opisy i porównania. Do dzisiaj lubię do niego wracać.

Wejście w fandom Harry’ego Pottera odbiło się też na wyglądzie mojego pokoju. Tak się akurat złożyło, że rok po tym, jak zarejestrowałam się na eMeRce, miałam remont. Jako że od zawsze wiedziałam, że mój dom w Hogwarcie to Slytherin, wybór koloru ścian wydawał się jasny – będzie zielooono! Na taki kolor przemalowałam też moje stare meble (polecam coś takiego, efekt jest świetny), zielony były też zasłony i rolety. Na ścianie powiesiłam godło Slytherinu w tej wersji (najładniejsza ze wszystkich) razem z dwoma gumowymi wężami (może brzmi to śmiesznie, ale efekt był naprawdę wspaniały). Miałam też kilka zielonych ubrań czy takich rzeczy jak np. kubek. Na czacie pisałam tylko zieloną czcionką. Krótko mówiąc, jeśli miałam okazję kupić coś zielonego, to się nie zastanawiałam. To był (i nadal jest!) mój ulubiony kolor. Niektórzy co prawda utożsamiają go z Elphabą z Wicked, ale dla mnie to już zawsze będzie kolor Slytherinu.

Sowy też nie są u mnie z przypadku, bo wzięły się przez Harry’ego Pottera. W podstawówce dostałam kiedyś 3 figurki sów, ale to był tak po prostu prezent i tyle. Dopiero w momencie, kiedy zaczęłam siedzieć w fandomie potterowym, to zauważyłam, że zwracam coraz większą uwagę na sowy. I tak się kupiło jedną sowę, potem drugą, a potem jeszcze jedną i poleciało dalej. I naprawdę żałuję, że sowy nie noszą listów.

Gdy nie Harry Potter to nie byłoby w moim życiu też Upiora Opery, ponieważ to właśnie na Mirriel dowiedziałam się, że jest taki film i że warto go obejrzeć. Dalszy ciąg tej historii jest tutaj.

W dniu premiery ostatniego filmu, J.K. Rowling powiedziała whether you come back by page or by the big screen, Hogwarts will always be there to welcome you home. I to są słowa, które idealnie opisują, co czuję, jeśli chodzi o fandom. Spędziłam tam naprawdę kupę czasu, poznałam niesamowitych ludzi, przekonałam się, że umiem więcej niż mi się wydawało. Lubię do tego wszystkiego wracać, np. czytając stare fanfiki. A dodatkowo ostatnio gram w Harry Potter: Hogwarts Mystery (gra nie do końca idealna, ale polecam!) i znowu poczułam ten magiczny, potterowy, zielony klimat.

I dlatego 2 sierpnia to dla mnie dzień szczególny, bo właśnie wtedy zaczęła się dla mnie magia. Nie wtedy, kiedy przeczytałam po raz pierwszy książkę, ale kiedy zarejestrowałam się na eMeRce. I to właśnie był dla mnie list z Hogwartu.