web analytics
Zaznacz stronę

Gdy po raz pierwszy obejrzałam spektakl z okazji 25-lecia, byłam zachwycona. Jednak im więcej innych obsad poznawałam, tym bardziej mój zachwyt malał. Aż w końcu doszłam do wniosku, że całość jest okropna, żeby nie powiedzieć masakryczna.

Na początku zaznaczam, że na potrzeby tej recenzji oglądałam wersję live. Ta wydana potem na DVD różni się nieznacznie, ale jednak.


Auction
To jest jedyny spektakl, na którym mam ochotę płakać już w czasie prologu, widząc, że Earl Carpenter zagrał aukcjonera, a nie główną rolę. Owszem, był on przeciętnym Upiorem, ale na pewno lepszym od tego, którego zobaczyliśmy w Royal Albert Hall.
Dlaczego Raoul siedzi na krześle, a nie na wózku?

Overture
Żyrandol jest bardzo podobny do filmowego oraz wersji UK Tour. Oczywiście nie wznosi się powoli nad scenę jak w wersji replica, tylko już tam wisi i przez to cały klimat uwertury znikł. Próbowali to zastąpić pokazaniem na ekranie filmu, że to niby Upiór gra uwerturę. Średni pomysł, tym bardziej, że ta gra na organach jest słabo udawana.

Hannibal
Piangi ma problem z zaśpiewaniem wysokiego C. Oczywiście w wersji, którą potem wydano na płycie, ten dźwięk mu poprawiono, więc wychodzi na to, że to aktor miał problem, a nie, że był to pomysł reżysera. Oglądałam wielu aktorów w tej roli i nigdy nie słyszałam, żeby jakikolwiek miał problem z tym dźwiękiem. A trzeba przyznać, że nie należy on do łatwych.
Od zawsze bardzo lubiłam balet z Hannibala, więc cieszy mnie jego wersja rozszerzona. Wyszła naprawdę dobrze.
Szkoda, że nie wykorzystali dwóch możliwości zmiany tekstu na bardziej rocznicowy. Miło byłoby usłyszeć our leading soprano for 25 seasons now oraz for the past 25 years these things do happen. Co ciekawe, w tym drugim fragmencie zamieniono 3 lata na 19 lat. Nie mam najmniejszego pojęcia do czego to było nawiązanie.
Madame Giry zgubiła list i recytuje z pamięci?

Think of me
Kadencja nie była westendowska, a oryginalna. Nieco szkoda, bo w końcu grali to w Londynie.

Angel of Music
Garderoba jest niemal identyczna jak w Love Never Dies i póżniejszym UK/US Tour – Christine siedzi przodem do widowni.

Little Lotte
O, dyrektor Andre ma żonę w tej wersji.
Raoul zjawia się z różą, a nie szampanem jak w replice. Tych róż nigdy nie rozumiem – w filmie były od Upiora, tutaj, w sequelu oraz UK/US Tour są od Raoula.

The Mirror
Projekcja Upiora w lustrze-ekranie jest odwrotnie niż powinna. Serio tego nie mogli dopilnować?

c6mc

Christine przechodzi sama przez lustro. Jeden z najlepszych momentów spektaklu poszedł na spacer.
Brakuje bardzo raoulowego Whose is that voice? Who is that in there? No i oczywiście Angel? na samym końcu.

Title Song
O, zabronili w końcu Raminowi zaśpiewać tego jego słynnego strongER.
Projekcje zabiły całą magię tej sceny.
Dlaczego jest zmiana rozstawienia scenografii? Moim zdaniem oryginalny układ sprawdziłby się lepiej tutaj oraz w Final Lair.
Upiór (jak zawsze w wykonaniu Ramina) drze się jak opętany, gdy każe Christine śpiewać wokalizę.

Music of the Night
Czyli Ramin walczy z tonacją i swoimi brakami technicznymi.
To zemdlenie Christine jest totalnie bez sensu. Ona po prostu nagle mdleje. Gdzie lalka w sukni ślubnej?!

I Remember…./Stranger Than You Dreamt It
Większego overactingu Ramin tutaj nie mógł pokazać. Tę scenę należy zaśpiewać, a nie wykrzyczeć. Wiele osób uważa, że aktorzy w tej scenie powinni krzyczeć, ale ja się z tym nie zgadzam. To jest musical. Tam melodia jest tak napisana, żeby pokazać emocje bohatera. I jeśli aktor będzie się trzymał partytury, to wtedy będzie to naprawdę dobre. Polecam zerknąć na to wykonanie.

Magical Lasso
Baletnice uciekają, bo przeraził je Buquet, nie dlatego, że zobaczyły gdzieś daleko, jak Upiór odprowadza Christine. Trochę szkoda.

Notes I
Dobry pomysł z tymi plakatami na ścianach. Plakat Hannibala jest kopią Le Mage Masseneta (premiera w Palais Garnier w 1891). Plakat, wiszący po lewej stronie to Monna Vanna Février (premiera również w Palais Garnier w 1909). Natomiast ten po prawej to Mârouf Rabauda.

Monna

AlfredoEdel_LeMage_1891_100

marouf71


 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Primadonna
Ubieranie Carlotty w kostium podczas tej sceny miało sens w filmie, bo tam można było to pokazać tak, że widać, że minęło trochę czasu. Tutaj natomiast tego nie ma. Il Muto to była przecież nowa produkcja, oni tego nie wystawiali w tym samym dniu, w którym mają miejsce wydarzenia w gabinecie dyrektorów.

Il Muto
Miło zobaczyć oryginalną Carlottę, Rosemary Ashe, w roli Confidante.
Hm, tuż przed spektaklem Raoul mówi, że będzie siedział w loży numer 5, a w trakcie Il Muto widzimy, jak siedzi w jednej loży z dyrekcją.
Oj, flet się potknął w trakcie baletu.

Why Have You…/All I Ask of You
Raoul wygląda na tak zmuszonego do oświadczyn, że aż przykro to oglądać.
Co robi w tle Wieża Eiffla? Zaczęto ją budować przecież 5 lat później. W dodatku nie ma prawa się pojawić na wycinku Paryża, który widzimy w tej scenie, ponieważ leży z zupełnie innej strony Palais Garnier.

90u
All I Ask of You – Reprise
Żyrandol nie spada. Tak ważny, wręcz kultowy element spektaklu nie pojawia się na jego rocznicy. Jeśli problemem były warunki techniczne, to mogli się postarać o inne miejsce.

Masquerade
Sporo ludzi i to naprawdę robi wrażenie. Brakuje jednak schodów.
Christine zgubiła gdzieś rękawy od sukni.
Pojawia się Red Death jest wręcz śmieszne, bo te małe schodki nie wystarczą, żeby zrobić odpowiedni efekt. Poza tym Upiór przez całą scenę stoi w miejscu.
(…) a shattered chandelier – ale żyrandol ma się dobrze od samego początku!

Notes II
Peruka Christine jest fatalna. Dlaczego nie wymienili jej po pierwszym akcie, tak jak to robią w Her Majesty’s Theatre?

Wishing You Were Somehow Here Again
To chyba najlepsza scena w całym spektaklu. Do tego wykonania naprawdę nie można się przyczepić.

Wandering Child
Duet o wiele lepiej sprawdza się w tej scenie niż trio. Wyszła kakofonia, ciężko się połapać, kto co śpiewa.

Don Juan Triumphant/Point of no return
Ta scena po prostu jest i tyle. Bywały o wiele lepsze wykonania.

Final Lair
Ramin biega, wkurza się i krzyczy, Sierra próbuje jakoś ratować się aktorsko, a Hadley myślami jest już chyba w domu – to tak w dużym skrócie. Finał powinien był bardzo emocjonalny, a ten tutaj wywołuje u mnie jedynie śmiech, a przecież nie o takie emocje chodziło.
Christine przy oddaniu pierścionka całuje Upiora w rękę – po co? Jaka jest tego interpretacja? Chciała mu okazać szacunek? Ale za co? Za te wszystkie krzywdy, które jej wyrządził?
Gdy Christine śpiewa na schodach say you’ll share with me one love, one lifetime… i odwraca się powoli w stronę Upiora, niemal słychać w tle początek Beneath a Moonless Sky. Naprawdę brakuje tylko napisu ciąg dalszy nastąpi w sequelu „Love Never Dies”.

Extra Finale
Wyglądało to tak, jakby nikt nie miał za bardzo pomysłu, jak to zrobić, więc wymyślili coś na szybko. Wyszło przeciętnie. A mogli przecież zrobić to bardzo dobrze, czego dowodem jest część specjalna na 30-lecie.
To miło, że Sarah Brightman zdecydowała się zaśpiewać, ale nie wiem, czy to była mądra decyzja. Bardzo słychać, że wokaliza była już z playbacku – jest zbyt duży kontrast pomiędzy nią, a tym, co Sarah śpiewała na żywo. Ogólnie wypadło to słabo.
Ramin niezbyt dobrze wypowiadał się o interpretacji Crawforda, więc jego gest na samym końcu wygląda na hipokryzję.

Teraz czas na obsadę.

Ramin Karimloo –
jeden z najgorszych odtwórców roli Upiora. Śpiewać tej roli nie potrafi (pytaniem jest, czy on w ogóle potrafi śpiewać, bo ma problemy z podstawami), aktorsko też nie dał rady jej udźwignąć. On każdą swoją rolę gra tak samo – agresywnie, krzycząco-wrzeszcząco i na pełnym wkurzeniu. W przypadku Upiora ciekawostką jest fakt, że Ramin stwierdził (na podstawie filmu dokumentalnego), że Upiór był autystyczny. Nie, nie był, to jest totalna bzdura. Teoretycznie dałoby się jeszcze przeżyć taką interpretację, gdyby ten autyzm było widać, ale u Ramina tego nie ma. Jego Upiór nie jest autystyczny. Nie jest też na pewno Aniołem Muzyki. On tylko chodzi i się drze.

Sierra Boggess – bardzo nierówna kreacja. Jej Wishing… jest naprawdę bardzo dobre, jednak pozostała część spektaklu jest bardzo przeciętna. Ciekawą sprawą jest natomiast jej śpiew. W Royal Albert Hall brzmi naprawdę dobrze, czego nie można powiedzieć o jej występach w Upiorze na Broadwayu. Na jeden wieczór nauczyła się lepiej śpiewać, a zaraz potem o tym zapomniała? To jest zbyt podejrzane.

Hadley Fraser – nie mam pojęcia, co on robi w obsadzie, skoro nigdy wcześniej nie grał tej roli. Ciężko się go słucha, ponieważ ma wyjątkowo nieprzyjemną barwę głosu. Jego Raoul jest arogancki i agresywny. UK/US Tour sugeruje, że był to pomysł reżysera, a nie jego, ale ogólnie aktorsko również nie jest dobrze.

Jeśli chodzi o resztę obsady, to na pewno bardzo dobrze spisali się Barry James i Gareth Snook w roli dyrektorów. Wendy Ferguson w roli Carlotty też nic nie można zarzucić. Liz Robertson jako Madame Giry była przeciętna, natomiast Daisy Maywood jako jej córka była już irytująca. Piangi, czyli Wynne Evans, grał ze sztucznym komizmem, co nie wyszło dobrze.

25-lecie to kompletne nieporozumienie. Zaczęło się już od obsady. Ja rozumiem, że Lloyd Webber i CamMack mają prawo bardziej lubić konkretnych aktorów, ale naprawdę mogli obsadzić kogoś innego. W zespole były 94 osoby, które wcześniej już miały styczność z Upiorem i jestem pewna, że większość z nich o wiele lepiej by sobie poradziła z głównymi rolami (chociażby Rachel Barrell, która jest najlepszą odtwórczynią roli Christine, jaka kiedykolwiek była). Sierra grała wcześniej tylko w Las Vegas, gdzie wystawiano wersję skróconą, a Hadley w ogóle nigdy w Upiorze nie grał, dlatego ich obecność w Royal Albert Hall wydaje się być mocno nie na miejscu.

Kilka zastrzeżeń budzi też sama realizacja. Wiedzieli dobrze, że spektakl będzie filmowany, więc dlaczego zdecydowali się na ekrany, które na zbliżeniach wyglądają okropnie? Kolejną sprawą jest oświetlenie. Upiór to musical, w którym ogromną rolę odgrywa światło, a raczej jego brak. Tutaj tego światła jest zbyt wiele i cały nastrój znika.

Rozumiem, że nie chcieli filmować pełnej wersji spektaklu, bo obawiali się, że wtedy ludzie nie przyjdą już do teatru (co nie jest prawdą, ale producenci nie muszą tego rozumieć). Rozumiem też, że chcieli zrobić rocznicę w szczególnym miejscu, a takim miejscem jest z pewnością Royal Albert Hall. Tylko że najpierw mogli to wszystko przemyśleć. Zorientować się, jak wygląda sprawa z żyrandolem, który przecież powinien spaść. Sprawdzić, co z oświetleniem oraz jak wygląda backstage, ponieważ wiem, że aktorzy skarżyli się, że było bardzo ciasno.

Spektakl na 25-lecie jest jedną z najgorszych wersji musicalu Andrew Lloyda Webbera. Naprawdę szkoda, że tak ważne wydarzenia postanowiono uczcić w tak beznadziejny sposób. Nam pozostaje teraz czekać na 50. rocznicę i mieć nadzieję, że będzie ona o wiele lepsza.