web analytics
Zaznacz stronę


Hej!

Jestem Emilia (jak wynika z nazwy bloga, ale potwierdzam – tak, ja naprawdę mam tak na imię!) i śpiewam oraz zajmuję się śpiewem (a to są dwie różne rzeczy, chociaż na pierwszy rzut oka może się wydawać inaczej).

Ale dlaczego w ogóle śpiew?

Wszystko zaczęło się przypadkiem pod koniec listopada 2008. Przypadkiem był nudny wieczór i przypadkiem postanowiłam obejrzeć ekranizację musicalu Andrew Lloyda Webbera (o której przypadkiem przeczytałam kiedyś w internecie i którą przypadkiem udało mi się pożyczyć na płycie). Wtedy mną tąpnęło i The Phantom of the Opera zniszczył moje życie.

Krótko potem pojawiło się marzenie o tym, żeby nauczyć się śpiewać. Na początku myślałam, że zupełnie się do tego nie nadaję, ale odważyłam się spróbować i okazało się, że jednak jest inaczej, a w dodatku mój typ głosu pozwala mi na zaśpiewanie moich wymarzonych ról.

Wtedy też zdecydowałam, że jednak Nobel z fizyki za opisanie kwantowej teorii grawitacji musi poczekać (wybacz mi, Nauko), bo moją drogą życiową jest śpiew. Oxford, o którym tak marzyłam, zamieniłam na jedno z najlepszych konserwatoriów na świecie – na Royal College of Music w Londynie.

W czerwcu 2018 udało mi się spełnić jedno z moich największych marzeń – dostałam się na konsultacje i lekcje właśnie do Royal College of Music. W wielu aspektach zburzyło to, co wiedziałam o śpiewie, głównie dlatego, że okazało się, że… śpiew jest dużo prostszy niż nam się wydaje, a dużo rzeczy od strony technicznej jest przereklamowanych.

Co śpiewam?

Nie tylko arie i songi musicalowe. Śpiewam wszystko to, co mi się podoba. Wszystko to, co uważam za warte uwagi i co w jakiś sposób może poprawić nie tylko moją technikę, ale też rozumienie tego, czym jest śpiew. Nie oznacza to jednak, że jestem belterem, bo nie kształcę się w tym kierunku. Ale jeśli chodzi o rap, to nigdy nie odmówię, bo rapowanie jest fajne. Myślę, że gdybym kiedyś miała wydać solową płytę, to byłby to przekrój dosłownie wszystkich gatunków.

A co z tym „Upiorem”?

Zaryzykuję stwierdzenie, że to, jak wygląda obecnie moje życie, zawdzięczam Upiorowi Opery. A po drodze tak się złożyło, że zostałam upiorologiem. Mocno wsiąknęłam w tę historię i poznawałam nie tylko kolejne produkcje i obsady musicalu Lloyda Webbera, ale też inne adaptacje. Książkę Gastona Lerouxa, od której wszystko się zaczęło, znam na wylot. Uważam, że mogę z dumą powiedzieć, że w tym temacie jestem ekspertem. Ogromnie chciałabym kiedyś zwiedzić dogłębnie Palais Garnier (z przejrzeniem archiwów włącznie), bo trasa dostępna dla turystów mnie nie zadowala. Ale to wszystko jeszcze przede mną.

A co poza śpiewem?

Mam bloga i kanał na YouTubie, ale to już pewnie wiesz. O czym to jest, możesz przeczytać tutaj.

Nie muszę chyba wspominać o tym, że muzyka towarzyszy mi wszędzie? Ale okej, wspomnę o tym, bo jednak muzyka jest zbyt ważna w moim życiu. Nie słucham tylko opery czy musicalu (jak się może niektórym wydawać). Słucham wszystkiego – na mojej playliście można znaleźć zarówno arie, jak i rap, pop czy muzykę elektroniczną. Nie dzielę muzyki na gatunki, bo po co? Bycie trÓ jest dla pozerów.

Ponadto I am very fond of język angielski. I to nie dlatego, że jest teraz bardzo powszechny. Od dziecka strasznie interesowałam się Wielką Brytanią i udawałam, że mówię płynnie po angielsku, gadając jakieś bzdury typu „nfjekjnfhjrsnm”. Lubię ten język za jego różnorodność. Od czasu do czasu zdarza mi się nawet coś przetłumaczyć, głównie z angielskiego na polski. Za moje największe osiągnięcie uważam tłumaczenie 50-rozdziałowego fanfika do Upiora Opery. Zajęło mi to pięć miesięcy i świetnie się przy tym bawiłam. A tak poza tym to hm, może kiedyś przyjdzie czas na blogowanie po angielsku?

Interesuje mnie również XIX wiek, ze szczególnym uwzględnieniem epoki wiktoriańskiej. Wcale nie oznacza to jednak, że chciałabym wtedy żyć (nikt by nie chciał, uwierz mi). Lubię czasy współczesne i nigdzie się nie wybieram. Ale gdyby tak zjawiła się TARDIS, to myślę, że krótkiej wycieczki bym nie odmówiła.

Bardzo fajne są też tramwaje. To akurat odkryłam przypadkiem, gdy parę lat temu szukałam filmików o Krakowie i natknęłam się na nagrania pełnych tras linii tramwajowych. Zaczęłam oglądać i tak to już dalej poleciało.

Razem ze mną mieszka Beza i nie jest to ciasto. Beza to nieco ponad roczna kotka, która jest niezwykle rozgadana i ciekawa świata. Na moim profilu na Instagramie wzbudziła takie zainteresowanie, że postanowiłam założyć jej własne konto. O, tutaj.

A, no i oczywiście nadal lubię sowy. Huhuhu.