web analytics
Zaznacz stronę

Historyczny moment i historyczna wiadomość. Brittney Johnson została dublerką Glindy na Broadwayu! Do tej pory tę rolę grały wyłącznie białe aktorki, ale wreszcie się to zmieniło.

Takie wiadomości niezwykle mnie cieszą, ponieważ pokazują, że zawsze warto marzyć i te marzenia spełniać. Osoby POC (czyli people of colour) od lat miały z tym niestety problem, ponieważ zazwyczaj patrzono na ich kolor skóry, a nie na umiejętności.

Pamiętam, jak cztery lata temu ogłoszono, że Norm Lewis zagra Upiora na Broadwayu. Oczywiście od razu zaczęła się (krzywdząca) dyskusja. Nieważne, że tak naprawdę był on trzecim czarnym aktorem w tej roli (a co ciekawe, Robert Guillaume zagrał tę rolę już 1989 w Los Angeles, był on dublerem Crawforda). Ważne było to, że przecież jak to tak, Upiór nie jest czarny! W książce i libretcie jest wyraźnie określony jego wygląd!

To prawda, tylko że… w teatrze jest nieco inaczej.

Teatr jest umowny i wystarczy spojrzeć na jego historię, żeby się o tym przekonać. Chociażby przypomnieć sobie, że kiedyś mężczyźni grali kobiety. Nikomu to wtedy nie przeszkadzało. Albo rola Otella, którego rasa nie jest jednoznacznie określona, ale raczej przypisuje mu się kolor czarny. Był on (i nadal jest ) w przeróżnych adaptacjach tej historii bardzo często grany przez białego aktora. I to też nikomu nie przeszkadza.

Nie powinien więc razić nikogo czarny Upiór, czarna Cosette czy czarna Glinda. Zresztą w przypadku wielu postaci nie jest określony kolor skóry. Przypisuje im się z założenia kolor biały, bo… bo tak. Nie jest nigdzie napisane, że Dziewczyna z Once była biała, nawet pomimo tego, że jest Czeszką. Tam też mieszkają nie-biali ludzie.

Kolejnym ciekawym przykładem jest rola Elphaby. Jak wiadomo, jest ona zielona, więc aktorka musi zostać pomalowana na ten kolor. Hm, dlaczego więc do tej pory tę rolę zagrała tylko jedna czarna aktorka?

A co z białymi postaciami historycznymi? Czy one też powinny być grane przez POC? Jasne! Wystarczy spojrzeć na Hamiltona, gdzie świetnie się to sprawdza. Nie mam nic przeciwko czarnej Anastazji czy Elżbiecie Bawarskiej. Jeśli ktoś mógłby być świetny w takiej roli, to dlaczego mamy mu jej odmawiać? Bo jest innego koloru skóry? To tak, jakby powiedzieć komuś, że niestety, ale odpadł na castingu, bo jest za brzydki. I wtedy możesz sobie wsadzić gdzieś swoje umiejętności, lata nauki i ciężkiej pracy, wszelkie wyrzeczenia. Bo nikt na to nawet nie spojrzy. Nikogo nie będzie to obchodziło.

Powiedzmy sobie szczerze, odmawianie komuś roli w teatrze (nieważne czy robi to producent, człowiek od castingu, czy widz) jest rasizmem. Nie pasuje ci ktoś POC w dane roli, bo zaburza twój własny obraz postaci, a więc razi cię to estetycznie? To zmień nastawienie, bo to, co robisz (a ja jeszcze raz to powtórzę), jest rasistowskie. Nie odbieraj komuś prawa do spełniania marzeń, do realizowania się ani w ogóle do czegokolwiek. Bo nic nam nie daje do tego prawa. A już na pewno nie żadne ale ta postać ma być biała!!!!!! 

Strasznie się cieszę, że Brittney Johnson została pierwszą na świecie czarną Glindą. Bo to po prostu pokazuje, że trzeba nie tylko marzyć, ale uwierzyć w te marzenia. Nawet jeżeli wydają nam się nierealne, bo nigdy nie wiemy, co nas w życiu spotka.

 

fot. Matthew Murphy