web analytics
Zaznacz stronę

Ekranizacja musicalu Andrew Lloyda Webbera zebrała wiele negatywnych opinii. Niektóre z nich są zasłużone, ale czy to naprawdę jest aż tak zły film, jak twierdzą inni?

Wielu phanów poznało Upiora Opery właśnie dzięki filmowi z 2004. Tak było również ze mną. Pamiętam, że najpierw byłam zachwycona ekranizacją, ale potem (po zapoznaniu się z wersją replica musicalu) stwierdziłam, że jest to fatalny film. Jakiś czas temu zaczęłam się jednak zastanawiać, czy to jest naprawdę takie złe. W Phandomie z wieloma opiniami jest tak, że jedna osoba coś powie i to się już się niesie dalej, zyskując ślepą akceptację innych osób. Podejrzewałam, że podobnie jest z filmem, dlatego stwierdziłam, że obejrzę go jeszcze raz, tym razem obiektywnie, bez żadnego nastawiania się na hejt.

No to zaczynamy. Tradycyjnie już, najpierw sceny, a potem aktorzy i cała reszta.

Auction
Podoba mi się to, że prolog umieścili aż w roku 1919. Właściwą akcję przenieśli do lat 1870-71 (w replice jest to 1881-82), co wiele osób uważa za błąd, ponieważ wtedy trwała wojna francusko-pruska. Tyle że to nie wyglądało jak późniejsze wojny światowe. Ludzie wtedy zupełnie normalnie żyli w Paryżu (nie jedli zwierząt w zoo, jak twierdzi Susan Kay). Wybór akurat tych lat być może nie jest przypadkowy – owszem, Palais Garnier był wtedy jeszcze w budowie, ale w 1873 spłonął poprzedni budynek opery, Salle Le Peletier. Można to łatwo skojarzyć z pożarem Opery Populaire, która ma miejsce na końcu ekranizacji musicalu. Zresztą Populaire i Peletier brzmią bardzo podobnie, więc podejrzewam, że to nawiązanie jest celowe. I bardzo mi się to podoba.
Jedyne, do czego można się przyczepić, to postać Madame Giry. Między właściwym czasem akcji a aukcją mija prawie 50 lat, a ona wciąż wygląda dobrze i to o wiele lepiej niż Raoul. Jednak podobny błąd mamy w replice – tam Giry też wygląda o wiele lepiej niż Raoul, więc w przypadku filmu aż tak bym się tego nie czepiała.

Overture
To jest scena, która podoba się każdemu, nawet tym największym przeciwnikom filmu. Wersja rozszerzona uwertury brzmi fantastycznie, tak samo jak jej orkiestracja.

Hannibal
Chór brzmi niesamowicie operowo, tak trzymać. Cała próba jest dość skrócona, nie ma m.in. wysokiego C Piangiego i problemu z wymową słowa Roma. Wielka szkoda, biorąc pod uwagę fakt, że to wszystko brzmi tak, że nie powstydziłyby się najlepsze sceny operowe świata.
Raoul zjawia się już na próbie (zapewne miało tak być już w wersji replica, ale z powodu charakteryzacji aktora nie mogli sobie na to pozwolić). Mija Christine, której nie poznaje. Nie uważam jednak, żeby miało to na celu pokazanie Raoula w złym świetle (jak on miał ją zauważyć w tłumie?). Spora część dialogu pomiędzy nim a Christine w Little Lotte została wycięta, więc musieli jakoś wprowadzić jego postać, a zrobienie tego w sposób, że Christine streszcza wszystko szybko Meg, jest dobrym rozwiązaniem. Jednak trzeba przyznać, że w tym świetle późniejsze słowa Upiora this slave of fashion nabierają mocniejszego znaczenia.
Hm, Christine jako obiecujący talent, jeśli chodzi o taniec? W sumie czemu nie, chociaż nie rozumiem dopisywania jej takich umiejętności, bo u Lerouxa była tylko chórzystką. Ja rozumiem, że pani Brightman tańczyła świetnie i stąd ta zmiana w musicalu, ale w filmie jest to już niezbyt potrzebne.
Carlotta odchodzi z przerysowanego powodu. Mogli zostawić to tak jak w replice.
O, loża numer pięć jest po złej stronie sceny.

Think of Me
To jest naprawdę ładnie zaśpiewane (szerzej o śpiewie wypowiem się później). Bardzo lubię tę kadencję, która nie jest tak łatwa, jak się może wydawać. Trzeba tam pokazać, że ma się naprawdę ładne doły, czego wiele sopranów niestety nie ma.
Kostium Christine nie ma na sobie stroju do Hannibala, ale jeśli jest to gala, a nie spektakl, to jest to jak najbardziej do przyjęcia. Oczywiście cały kostium jest wzorowany na sukni Elżbiety Bawarskiej z obrazu Winterhaltera. Na plus na pewno zasługuje to, że nie jest to kopia kropka w kropkę, ale tylko inspiracja. Ogólnie wygląda to naprawdę ładnie.
Raoul siedzi w loży numer pięć. Co ciekawe, Upiorowi teraz to nie przeszkadza, ale podczas Il Muto już tak. Zresztą nie chce mi się wierzyć, żeby nie przyszedł zobaczyć debiutu Christine. Jednak on faktycznie się na tym spektaklu nie pojawił, bo widzimy go gdzieś głęboko pod sceną.

Angel of Music
Gustave Daaé – czyli już wiemy, po kim syn Christine i Upiora dostał imię w Love Never Dies.
I kolejna wariacja. Christine mieszka w operze od siódmego roku życia (wtedy zmarł jej ojciec) i od tego czasu słyszy Anioła Muzyki, który udziela jej lekcji w kaplicy. Mniejsza już o to, że w operach nikt nigdy nie mieszkał, więc jest to błąd historyczny. Dużo bardziej nie podoba mi się przeniesienie lekcji do kaplicy. U Lerouxa i we wszystkich innych adaptacjach mają one miejsce w garderobie. Rozumiem, że w filmie chcieli się pozbyć niby błędu logicznego, bo skąd baletnica miałaby mieć dostęp do garderoby (a widzimy potem, że korzysta z garderoby Carlotty), ale mogli po prostu nie mówić nic o tym, że jest baletnicą, a zrobić z niej chórzystkę.
Ogromnie podoba mi się, w jaki sposób Christine śpiewa Angel of Music. Brzmi to niezwykle operowo, co bardzo tutaj pasuje, biorąc pod uwagę fakt, że Christine śpiewa o swoim mistrzu. Wielka szkoda, że nikt tak tego nie zaśpiewał w replice.

Little Lotte
Jak już wcześniej wspomniałam, wycięli sporą część dialogu między Raoulem a Christine. Też szkoda. Za to wrzucili bardzo fajne zdanie, że Christine brzmiała dzisiaj jak anioł. To jest naprawdę trafione nawiązanie do Lerouxa. Zresztą udekorowanie garderoby mnóstwem kwiatów też jest według mnie odniesieniem do książki. Tam co prawda kwiaty czekają na Christine w domu nad jeziorem, ale nie zawsze przecież chodzi o to, żeby kopiować coś w całości.

The Mirror
Jest klimat, Christine jest w transie (który tutaj widać lepiej niż w replice, ale to akurat zaleta filmu), wszystko jest tak, jak powinno być.

The Phantom of the Opera
I mamy kolejne nawiązanie do Lerouxa, czyli koń. Krótko mówiąc, ta scena ma odpowiedni klimat. O części muzycznej będzie później.

The Music of the Night
Głównym zarzutem, jaki się pojawia w przypadku tej sceny, jest nadmierny erotyzm. Nie rozumiem totalnie tego argumentu, bo po dokładniejszym przyjrzeniu się, dostrzeżemy, że Music of the Night w filmie jest o wiele mniej erotyczne niż w replice. Christine zupełnie normalnie reaguje na to soarto be (czego nie można powiedzieć o niektórych teatralnych aktorkach). Upiór cały czas trzyma się z dala od Christine, jedyne co robi, to prowadzi ją za rękę. Na cokolwiek więcej decyduje się dopiero podczas floating, falling. Jednak jest to o wiele mniej intymny dotyk niż w replice. W replice Upiór stoi za Christine i obejmuje ją w taki sposób, że ona niezbyt może się ruszyć, a w dodatku stoi bardzo blisko (no i pojawia się pytanie, czy jej nie dotyka z przodu, czy może jest to jednak ruch w powietrzu, kwestia aktora). Jest to niezwykle intymna scena. Natomiast w filmie po prostu staje za nią i dotyka jej brzucha i uda (w dodatku w rękawiczce). Naprawdę nie wiem, gdzie ludzie tutaj doszukują się niemalże seksu na ekranie.
Moment, w którym Upiór podnosi Christine, jest niesamowicie naturalny. Widać, że on ją dźwignął i to porządnie.

Magical Lasso
Nie, w operze nie mieszkały baletnice ani nikt inny. Poza tym drobnym szczegółem scena jet okej.

I remember there was mist/Stranger than you dreamt it
Najpierw może wspomnę o tym, co zastanawia masę osób, czyli o pończochach Christine. Otóż, ich brak w tej scenie jest po prostu błędem, nie ma tam żadnego ukrytego znaczenia typu Christine je sama zdjęła albo ktoś (w domyśle oczywiście Upiór) jej je zdjął.
Scena demaskacji jest zupełnie nieprawdopodobna. To trwa zbyt długo, a Upiór nigdy nie pozwoliłby aż tak zbliżyć się Christine do siebie. Mogli to zdecydowanie zostawić tak, jak jest w replice.
Natomiast dalsza część, ta już po demaskacji, jest bardzo dobrze zagrana aktorsko. Wielu aktorów ma problem z tą sceną, często idą w krzyki i wrzaski, które nie są tutaj potrzebne. Na szczęście tego tutaj nie ma.

Notes
Zamiast gabinetu dyrektorów mamy grand escalier, ale czemu nie?
Te wszystkie makiety i laleczki Upiora są creepy. Prawidłowo.

Prima Donna
Tę scenę próbowano powtórzyć w wielu produkcjach teatralnych (m.in. 25-lecie w Royal Albert Hall czy polska non-replica), ale tylko w filmie ma to sens. Tutaj widzimy ten upływ czasu – na samym początku jest to dzień, w którym rozgrywa się Notes, a potem jest to już dzień premiery (w końcu Il Muto to była nowa produkcja i trochę czasu musieli ją przygotowywać). Ogólnie scena jest naprawdę perfekcyjnie zrobiona. Wszystko kręci się wokół Carlotty (która jest nieco przerysowana, ale tutaj akurat to nie razi).

Il Muto
Utrata głosu przez Carlottę powinna być bardziej tajemnicza. Tutaj natomiast widzimy, jak Upiór podmienia buteleczkę z jakimś specyfikiem na głos (swoją drogą, zastanawia mnie, co to było, że tak nagle zaniemówiła, bo nic konkretnego nie przychodzi mi do głowy).
Don Atillio jest śpiewany przez Piangiego i to jest poważne naruszenie, jeśli chodzi o konwencję operową. To jest rola na bas, ewentualnie bas-baryton (i tak jest w replice), a nie dla tenora, bo wtedy zmienia to znaczenie całego libretta. Zresztą przecież Il Muto to nawiązanie do Wesela Figara, a tam postać hrabiego nie jest partią tenorową.
Cały fragment opery brzmi jednak bardzo dobrze, ponieważ bez wątpienia słychać, że jest to opera.
Scena morderstwa Buqueta jest okrutnie brutalna. Kontrast do niej stanowi cały balet i radość widowni, co wzmacnia całość sceny. Widać, że nie było to przypadkowe zabójstwo, ale Upiór zrobił to z zimną krwią.

Why have you brought me here?
Dużo osób czepia się tego, że Christine wybiegła na dach w samej bieliźnie. Faktycznie, to może budzić zdziwienie, ale zaczyna być logiczne, jeśli spojrzy się na całość sytuacji. Christine uciekła na dach ze strachu, była śmiertelnie przerażona. W takich chwilach naprawdę nie myśli się o tym, co się ma na sobie.
Śnieg jest faktycznie tutaj błędem, bo jak się dowiadujemy potem z tekstu Masquerade, jest to koniec września.

All I Ask of You
Z jednej strony nie podoba mi się pomysł, że od samego początku widzimy, że Upiór to wszystko słyszy. Jednak z drugiej strony pozwala to bardziej zobaczyć dramat tego człowieka.
Sposób, w jaki w pewnym momencie stoją Raoul i Christine przywodzi na myśl słynną scenę z Music of the Night w wersji replica. Stoją w zaskakująco podobny sposób. Nie wiem, czy to celowe nawiązanie, ale nawet jeśli nie, to co. Fajnie wyszło.

All I Ask of You (Reprise)
Tutaj tak bardzo widać, że ta scena jest perfekcyjnie zagrana, a raczej odegrana. To nie jest sztuczny, teatralny płacz, widać, że Butler się naprawdę popłakał i jest to szczere.

Masquerade
Mogli się bardziej postarać z choreografią, bo ta wygląda jak z teledysku pop. Podobnie w przypadku kostiumów. Rozumiem, że te czarno-białe stroje miały być kontrastem do czerwieni stroju Upiora (mówiąc na marginesie, to Christine złamała dress code), ale dużo lepiej by to wyglądało, gdyby poszli w wielokolorowość. Ta scena miała naprawdę ogromny potencjał.
Red Death jest bardzo… minimalistyczna. Tutaj chociaż można się jeszcze domyślić, że jest to śmierć (ale i tak ledwo, ledwo), bo bywały kostiumy, w których w ogóle nie było tego widać (UK/US Tour czy polska non-replica). Ogólnie jednak mogli iść w coś bardziej widowiskowego, a wiadomo, że kostium z 1925 sprawdził się świetnie na ekranie.
O, i znowu mamy nawiązanie do Lerouxa. Mianowicie, pojawia się lustrzana komnata.

Madame Giry’s Story
Czyli całkowicie spłycamy postać Upiora. Nigdy nie zrozumiem, dlaczego wyrzucili ma tak ogromną część życiorysu, szczególnie, że w replice to wszystko jest. Przez to pojawia się masa pytań – w jaki sposób Upiór zdołał przetrwać w tej piwnicy? Myślę, że bez pomocy kogoś wysoko postawionego z opery (tak jak to było w filmie z 1990) nie miałby na to szans, bo szybko by go ktoś wykrył. I gdzie on się nauczył tych wszystkich rzeczy jak np. szermierki? Kursy korespondencyjne czy może oglądał tutoriale w internecie?
A w tle prapremiera utworu znanego potem jako The Coney Island Waltz.

Journey to the Graveyard
I słuchamy sobie późniejszego Beneath the Moonless Sky. Fajnie jest tego posłuchać bez pornograficznego tekstu, bo to naprawdę piękna melodia.
No i jest wyjaśnienie kolejnej rzeczy, której ludzie lubią się czepiać, czyli dlaczego Christine pojechała na cmentarz z dekoltem. Otóż, wzięła (a raczej pożyczyła) pierwszą suknię, którą zobaczyła. I podejrzewam, że dla niej dużo bardziej liczył się kolor.
Pomysł, że Upiór pojechał z Christine na cmentarz jest idealnie trafiony, bo widzimy dzięki temu, jak bardzo creepy i stalkujący był.

Wishing You Were Somehow Here Again
Nie jest to łatwa scena do pokazania na ekranie. Mogli albo postawić Christine w miejscu, żeby śpiewała, albo pójść w jakieś dziwne (i zapewne kiczowate) retrospekcje. Przejście przez cmentarz jest tutaj dobrym rozwiązaniem.

Wandering Child/The Swordfight
Bardzo dobrze, że postawili na duet, a nie na trio. Duet jest lepszy.
A potem jest walka. Jak już wcześniej powiedziałam, bardzo ciekawe jest, gdzie Upiór nauczył się tak walczyć. Nie zapominajmy, że Raoul był wojskowym i trochę czasu zajęło mu pokonanie Upiora.
Sporo osób twierdzi, że to, co się stało na końcu, jest nielogiczne, ponieważ Upiór został puszczony wolno. Ale tak z drugiej strony, co oni mieli z nim zrobić? Raoul chciał go zabić, na co nie zgodziła się Christine, a tylko taką opcję mieli. Nie było wtedy przecież telefonów komórkowych, nie mogli zadzwonić po jakąkolwiek pomoc. Zresztą wiedzieli dobrze, że po Upiorze można się różnych rzeczy spodziewać i takie rozwiązanie jak np. związanie go mogło się skończyć dla nich tragicznie.

We Have All Been Blind/Twisted Every Way
Dlaczego Christine przyszła do kaplicy? Chciała prosić ojca o wsparcie? Ale przecież już się z nim pożegnała.

Don Juan Triumphant/Point of no Return
I ponownie słychać, że mamy tutaj do czynienia z operą. Brawa dla chóru.
Od początku wiadomo tutaj, że główną rolę śpiewa Upiór. Bez problemu można jednak wytłumaczyć to (co sporo phanów uważa za błąd), dlaczego nikt go ze sceny nie zdjął, a przecież taki był plan. Otóż, oni wszyscy byli pod wrażeniem jego głosu. Jak wiadomo z książki Lerouxa, Upiór śpiewał tak jak nikt inny na świecie i ludzie jak urzeczeni się w to wsłuchiwali. Widać zresztą, że coś konkretnego zaczyna się dziać dopiero wtedy, gdy zaczyna śpiewać Christine (dyrektorzy sprowadzają policję do loży, etc). Zupełnie tak jakby wcześniej byli w jakimś transie.
Christine śpiewa swoją partię z nieukrywaną nienawiścią. Niektórzy widzą tutaj jej ukryte uczucia do Upiora, ale to błąd. Ona gra swoją rolę z hejtem.

Down Once More
Sposób, w jaki Upiór ciągnie Christine do domu nad jeziorem, jest brutalny. O wiele bardziej niż w replice. To na plus.
Bardzo dobre Christine, why? Why?! Wielu aktorów ma duży problem z tą częścią.

Final Lair
Christine jest wkurzona, czyli prawidłowo. Jest przerażona całą sytuacją, ale jednocześnie ma na tyle odwagi, żeby się przeciwstawić. W momencie, gdy śpiewa tears of hate w jej oczach jest naprawdę ogromna nienawiść, a dalej jest jej tylko więcej. A jeśli chodzi o to, że cały czas stoi w miejscu – nie wiem, czy dobrym rozwiązaniem z jej strony byłoby np. podchodzenie do Upiora, bo nikt nie wiedział, co mu zaraz odbije. Tuż przed pitiful creature of darkness widać, jak bezgłośnie mówi I love you do Raoula, nie ma więc tutaj żadnych wątpliwości, że to, co zrobiła potem, było z jej strony poświęceniem, a nie dowodem miłości do Upiora. Gdy przychodzi oddać pierścionek, widać w jej oczach współczucie, ale tylko i wyłącznie to, nic więcej.
Rozbijanie luster na końcu jest bardzo ciekawym zabiegiem. Lustro to przecież jedna z najważniejszych rzeczy w tej historii.

Epilog
Róża i pierścionek na grobie Christine są dowodem na to, że Upiór ciągle gdzieś się tutaj kręcił i tak było przez całe jej życie. Jest to mocno creepy.
Na nagrobku jest jednak błąd. Christine ma tam tytuł hrabiny. Raoul na aukcji jest wciąż tytułowany wicehrabią, więc wychodzi na to, że Christine wyszła za jego brata.

No One Would Listen (bonus)
Wycięty utwór z aktu drugiego, podejrzewam, że miał być umiejscowiony zaraz po opowieści Madame Giry albo po scenie na cmentarzu.
Wbrew pozorom nie jest to taki zły utwór. Tekst pasuje do postaci, melodia jest w porządku. Nie dziwię się jednak, że ta scena została wycięta, ponieważ jej wrzucenie strasznie zaburzyłoby przebieg fabuły. Wiadomo, że chcieli napisać coś nowego, aby dostać nominację do Oscara i szkoda, że nie dali solówki Raoulowi, bo jest to coś, czego w całym musicalu okropnie brakuje.

Teraz czas na postaci.

Upiór – o ile w przypadku Crawforda i jego słów, że oddał tej roli swoją duszę, mam pewne wątpliwości, to jeśli chodzi o odczucia Butlera względem tej partii jestem przekonana, że mówił prawdę. Widać to w sposobie, w jaki zagrał. To jest naprawdę bardzo dobre aktorstwo i interpretacja postaci. Jego Upiór jest właśnie taki, jaki powinien być – z jednej strony mamy tutaj creepy mordercę i stalkera, a z drugiej człowieka niezwykle wrażliwego. Podejrzewam, że gdyby dać mu rolę w wersji replica, to byłby jeszcze lepszy. Ciekawie wypada jego Final Lair, ponieważ można tam usłyszeć, na kim Butler się wzorował. Otóż brzmi on bardzo podobnie jak John Owen-Jones. Wiadomo, że Butler widział replikę i to właśnie z JOJem w roli głównej. Inspirował się jednym z najlepszych aktorów w tej roli, więc to naprawdę nie mogło się nie udać.
Jeśli chodzi o śpiew, to tak, Butler był poprawiany, ale moim zdaniem nie aż tak, jak niektórzy sądzą. Zresztą w teatrze grali tę rolę aktorzy, którzy śpiewali o wiele gorzej (chociażby Ramin Karimloo). W dobry sposób poradzono sobie z jego brakami wokalnymi, niektóre fragmenty są śpiewane w inny sposób, np. ciszej i spokojniej. Ogólnie słucha się tego naprawdę dobrze i nie rozumiem tych wszystkich zarzutów. Tym bardziej, że Butler ma oryginalną barwę głosu, a właśnie tym powinien się wyróżniać Upiór.
Wspomnę też o deformacji, której tak się wszyscy czepiają. Owszem, mogli pójść w – że tak powiem – full horror i zrobić coś na kształt filmu z 1925, ale z drugiej strony po co? Deformacja Butlera faktycznie jest dość mała i pojawia się tutaj pytanie, dlaczego z takim czymś na twarzy on się w ogóle w tej piwnicy chował? Tylko że to samo pytanie można zadać w przypadku książki Lerouxa, gdy dowiadujemy się, że Erik radził sobie w kontaktach z ludźmi.

Christine – Emmy zarzuca się totalny brak emocji, co jest ogromną przesadą. Ona gra i to całkiem dobrze. W poszczególnych scenach widać u niej odpowiednie emocje – na dachu jest przerażona, na cmentarzu ma już wszystkiego dosyć i chce sobie jakoś z tym poradzić, a w Final Lair wręcz zieje nienawiścią do Upiora. Widać w jej interpretacji, jak ta dziewczyna się zmienia, jak ze sceny na scenę staje się inna osobą, jak dojrzewa i rozstaje się z przeszłością. Phantom of the Opera to nie jest historia Upiora, jak wskazuje tytuł, ale historia Christine i to właśnie tutaj widać.
Odnośnie śpiewu to nie mogę się do niczego przyczepić. Prawda jest taka, że jest lepsza od wielu aktorek, które miały okazję śpiewać tę rolę w teatrze. Fakt, że dla niej obniżono tonację wokalizy w Title Song o pół tonu wskazuje na to, że ona potrafiła to zaśpiewać live i nie była poprawiana. Gdyby nie dawała rady, to bez problemu podciągnęliby ją o te pół tonu wyżej, ale oni zdecydowali się dla niej obniżyć tonację. Polecam też obejrzeć sobie, jak Emmy śpiewa na żywo utwory z musicalu. Jest to bardzo lekkie, a to jest dowód na to, że śpiewa bardzo dobrze. A warto też tutaj dodać fakt, że ona miała wtedy tylko 16 lat, nie była osobą po studiach. A zaśpiewała to naprawdę genialnie.

Raoul – dokładnie taki, jaki być powinien. Nie mam tutaj naprawdę nic do zarzucenia. Wokalnie bardzo dobry aktor, co idealnie widać na tym video. Śpiewa bez żadnego wysiłku, na totalnym luzie. Dziwię się trochę, że nigdy nie trafił do wersji replica (np. w roli Upiora), bo podejrzewam, że byłby genialny.

Gustave Daaé – najlepsza rola w całym dorobku Ramina Karimloo. Zagrał i zaśpiewał ją perfekcyjnie. Powinien dostać za to Oscara.
(A tak na marginesie, to przez to, że go obsadzono, nie mogę oprzeć się wrażeniu, że ojciec Christine był psychopatą, który ciągle się na nią darł.)

Reszta postaci jest naprawdę w porządku. Zastrzeżenia może budzić jedynie Carlotta, która jest przerysowana, ale na szczęście dobrze śpiewa. Każda z postaci drugoplanowych jest dobrze zaśpiewana i zagrana. Trochę śmieszy to, że tylko Madame Giry ma francuski akcent, mogli z tego zrezygnować.

A skoro jesteśmy przy tej postaci, to czy przypadkiem nie Madame Giry jest tutaj najbardziej negatywną postacią? Widzimy, że Upiór robi wszystko za jej przyzwoleniem. Ona znała całą sytuację z Christine i nie tylko pozwalała na to, ale również pomagała. Wiedziała dobrze, jaki jest Upiór, a nie zrobiła nic z tym, żeby uchronić przed nim Christine. Ciekawy jest też moment, gdy Christine śpiewa Think of Me, a Madame Giry za kulisami patrzy na swoją córkę z takim jakby hmmm… smutkiem, że to nie ją wybrał Upiór. Naprawdę? Ja wiem, że w tamtych czasach wielu artystów utrzymywało się głównie ze sponsoringu, ale żeby pchać kogoś w ręce naprawdę niebezpiecznej osoby? Jest to dla mnie niepojęte.

Orkiestracja jest genialna. Nagrano to z o wiele większym składem niż wersję replica i brzmi to po prostu wow.

Jeśli chodzi o kostiumy i scenografię to są one przesadzone, ale tak właśnie miało być. Autorka kostiumów wypowiadała się, że nie należy ich traktować epokowo, ponieważ chciała stworzyć baśń, a te zazwyczaj nie są umiejscowione w konkretnym czasie.

Ciekawą rzeczą natomiast jest fakt, że film sięga do samych źródeł musicalu. Uwertura brzmi uderzająco podobnie do wersji, która została wydana na długo przed prapremierą. Podobieństwo można też zobaczyć w teledysku do Title Song z Sarah Brightman i Stevem Harleyem (dobrze to widać na tym porównaniu). W filmie wrócono także do pierwotnych wersji tekstów, np. Think of Me. Możemy więc zobaczyć, jak wyglądał bardzo oryginalny pomysł na ten musical i jaka wersja pierwotnie miała trafić do teatru.

Ekranizacja musicalu to naprawdę nie jest zły film. Większość rzeczy, które zostały mu zarzucane, to nie są żadne zarzuty, bo można je w prosty sposób wytłumaczyć. Polecam obejrzenie tego raz jeszcze, bez nastawiania się na coś złego. Wtedy też zobaczycie, że zdecydowanie jest to najlepsza wersja filmowa Upiora Opery.