web analytics
Zaznacz stronę

Upiór Opery zniszczył moje życie. Powtarzam to do znudzenia. Ale tak właściwie to dlaczego? Co takiego w nim spowodował, że zostało totalnie wywrócone do góry nogami?

Zrezygnowałam z moich dotychczasowych planów. 
Miałam być fizykiem teoretycznym. I dostać Nobla. Moim wielkim marzeniem było studiowanie w Oxfordzie i zupełnie serio o tym myślałam (jak widać, od zawsze ciągnęło mnie do Wielkiej Brytanii). Przed snem czytałam sobie Feynmana wykłady z fizyki, które dostałam na Gwiazdkę, a na Naszej-klasie (tak, to były te bardzo zamierzchłe czasy życia tego portalu) miałam w znajomych pełno kont typu kocham fizykę czy fizyka moim życiem. Widziałam wektory zamiast ruchu. Byłam przekonana, że fizyka to moja jedyna i jak najbardziej właściwa droga życiowa. Nie brałam pod uwagę czegokolwiek innego. Do czasu.

Zaczęłam śpiewać.
Jak już kiedyś pisałam, zaczęłam śpiewać przez Upiora. Najpierw podchodziłam do tego jak do czegoś nierealnego, ale jak już spróbowałam, to pojawiła się myśl, że może warto byłoby zająć się tym na poważnie? Długo nad tym myślałam, to nie była decyzja, którą podjęłam w ciągu jednego dnia. Dotarło jednak wtedy do mnie, że się myliłam i fizyka nie jest tym, co chcę robić w życiu. A przynajmniej jeśli chodzi o moje obecne wcielenie.

Nauczyłam się śpiewać.
Nie była to łatwa droga, ponieważ na początku uczyłam się sama. Był to duży błąd, ponieważ w taki sposób można wręcz zrobić sobie krzywdę. Odsyłam was tutaj do tego tekstu, bo nie chcę za bardzo się teraz o tym rozpisywać. Na szczęście jednak przestałam uczyć się sama i wszystko skończyło się nawet bardzo dobrze. Teraz mogę z pełną świadomością powiedzieć, że umiem śpiewać, chociaż zdaję sobie sprawę, że można robić to lepiej. I nad tym właśnie teraz pracuję.

Zdobyłam wiedzę.
Nie miałam najmniejszego pojęcia o śpiewie. Nie wiedziałam totalnie nic, byłam przekonana, że wszelkie stereotypy na ten temat są prawdziwe, a głos klasyfikuje się tylko na podstawie skali. Byłam jednak tak bardzo tego wszystkiego ciekawa, że zaczęłam robić research. Przeczytałam masę artykułów, książek czy innych tekstów na ten temat. Przesłuchałam masę wykonań, obserwując i porównując te same utwory śpiewane przez różnych ludzi. Szukałam różnic, jakie są między nimi. Tych technicznych, ale też interpretacyjnych. Sama też próbowałam śpiewać w różnych sposób, bawiłam się głosem. A potem zaczęłam uczyć i (może nieco paradoksalnie) okazało się, że całkiem sporo się sama przy tym nauczyłam.

Zostałam upiorologiem.
Wielu osobom wydaje się, że Upiór Opery to bardzo płytki temat. Jedna książka, dwa musicale, tak z trzy filmy i tyle. A, no i jeszcze cover Nightwisha. A tutaj niespodzianka, bo okazuje się, że tego jest o wiele, wiele więcej. Owszem, wszystko zaczęło się od jednej książki Gastona Lerouxa, ale aktualnie adaptacji jest tyle, że ciężko się tego doliczyć. Samych musicali jest co najmniej dziesięć, a filmów ponad czterdzieści (plus jeden zapowiedziany), nie mówiąc już o wielu książkach, grach komputerowych czy takich nowościach jak np. Emoji Phantom of the Opera. Co ciekawe, każda adaptacja jest zupełnie inną historią, są to wręcz nowe wersje. A do tego nieskończone dyskusje o decyzji Christine, o tym, czy Upiór był dobry czy zły albo jaki był stan jest zdrowia psychicznego. To naprawdę jest niesamowita kopalnia. I chociaż wiem na ten temat dużo, to jednak są jeszcze rzeczy, których nie widziałam. Ale serio ciężko ogarnąć coś tak rozległego w ciągu zaledwie 10 lat.

Język angielski nie sprawia mi problemu.
Gdyby nie Upiór, mój angielski nie byłby na tak dobrym poziomie jak teraz. Wiele lat temu okazało się, że niestety, ale większość (jeśli w ogóle nie wszystkie) ciekawych rzeczy o Upiorze w internecie to strony anglojęzyczne. Byłam tak bardzo tego wszystkiego ciekawa, że czytałam to wszystko. Szło mi to mozolnie, bo co chwilę sięgałam po słownik, ale z czasem przestałam tak często go otwierać. Potem zaczęło się zastanawianie nad tłumaczeniami, a to już samo w sobie zmusza do głębszego poznania języka.

Odkryłam, że tłumaczenie jest fajne.
Gdy zorientowałam się, że mój angielski jest już na całkiem dobrym poziomie, to pomyślałam, że może mogłabym coś przetłumaczyć? Chociaż spróbować, jak mi to wyjdzie. Miałam na oku jeden tekst, więc po prostu nad nim usiadłam. Był to phanfik do książki Susan Kay. Potem przetłumaczyłam parę miniaturek, ale najbardziej jestem dumna ze Zmieszanych łez, najlepszego phanfika, jaki w życiu czytałam i który ma aż 50 rozdziałów. Zajęło mi to prawie pięć miesięcy z przerwą, która trwała prawie trzy… więc w sumie tłumaczyłam to dwa miesiące. Przetłumaczyłam też większą część libretta musicalu Andrew Lloyda Webbera, ale w wersji słowo w słowo, totalnie wiernej, a nie takiej, która się nadaje do śpiewania (muszę w końcu to skończyć). Od jakiegoś czasu zabieram się za złożenie tego wszystkiego w ładny plik i obiecuję, że zrobię to, gdy tylko znajdę chwilę wolnego czasu.

Prowadzę bloga.
Pisałam ostatnio, że blog powstał głównie dlatego, że nie miałam gdzie mówić o Upiorze. Do tego dokleiłam inne tematy i tak powstała Sowa Opery. Blogowi też zawdzięczam wiele rzeczy w moim życiu, ale to temat na zupełnie osobny wpis.

Założyłam forum.
Nigdy w życiu nie pomyślałabym, że to ja stworzę największe forum o tej tematyce w Polsce. Urodziło się ono w ciągu kilku pod wpływem impulsu, ale też oczekiwań ludzi. Tak jak w przypadku bloga, prowadzenie forum też wiele mnie nauczyło, ale o tym innym razem.

Jestem w szczęśliwym związku.
Gdyby nie Upiór to nie byłoby forum, a gdyby nie było forum, to nigdy nie poznałabym Mojej Drugiej Połówki. Wszystko zaczęło się właśnie tam. I było kwestią zwykłego przypadku. Ale gdy pojawia się miłość, to już zupełnie nic nie zrobisz, musisz za nią pójść.

Poznałam niesamowitych ludzi.
Godziny rozmów, zarówno tych na żywo, jak i w internecie. Zloty, wspólne wyjścia do teatru. Z wieloma osobami mam kontakt do dzisiaj i wiem, że mogę zawsze na nich liczyć. Nadal często rozmawiamy o Upiorze, bo to w końcu temat, dzięki któremu się znamy. Takie nasze prywatne forum.

Jestem zupełnie innym człowiekiem.
Fizyka już mnie nie interesuje, za to zajmuję się śpiewem. Uwierzyłam w to, że potrafię, że mogę, że nie ma niczego, co by mnie powstrzymywało. Uświadomiłam sobie, że marzenia są po to, aby je spełniać, bo tak naprawdę są realne, trzeba tylko zrobić ten jeden podstawowy krok do przodu, aby dać sobie szansę na to, żeby żyć życiem, którym naprawdę chcemy żyć.